Problem nadwagi prześladował mnie od dzieciństwa, choć mówiąc szczerze, wtedy nie uważałam zbędne kilogramy za problem. Oczywiście koledzy z klasy dawali mi obraźliwe przezwiska, ale zawsze miałam wiele przyjaciół, i jako dziecko nie zdawałam sobie sprawę z tego, że 70 kg dla nastolatki nie jest normalna waga. Dorastałam w niepełnej rodzinie: ojciec porzucił nas, wiec moja mama, najlepiej jak potrafiła, zapewniła mi szczęśliwe dzieciństwo. Cóż, w jej rozumieniu szczęśliwe dzieciństwo jest pełne słodycze bez umiaru. Ona też chętnie przyłączała się do codziennych uczt; mieliśmy własne rytuały – np. jak chorowałam, kupowaliśmy ogromne, jak to się nazywało „uzdrawiające ciasto”. Gdy zaczęłam uczęszczać do prestiżowego liceum, po zajęciach codziennie kupowałam sobie dwa lub trzy ptysie w lokalnej piekarni i zjadałam je w drodze do domu, a potem oczywiście miałam obiad z trzech dan. Teraz wspominam to wszystko z dreszczykiem, ale jako wtedy takie zachowanie żywieniowe wydawało mi się normalne.

W wieku 18 lat ważyłam już ponad sto kilogramów i dopiero wtedy zaczęłam rozumieć skalę katastrofy.

Niejednokrotnie próbowałam schudnąć – diety, magiczne tabletki i plastry – nic z tego oczywiście nie zadziałało. Wciąż miałam przyjaciół, a nawet narzeczonego, i w wieku 19 lat wyszłam za mąż – akurat wtedy postanowiłam budować swoje życie od nowa i zaszczepić we własnej rodzinie prawidłowe i zdrowe nawyki żywieniowe.

Pewnego dnia natknęłam się na anglojęzyczny artykuł w Internecie, który mówił o korzyściach tłuszczów i niebezpieczeństwach węglowodanów; to, co przeczytałam, wydawało się zupełną bzdurą: schudnąć na burgerach z sosem serowym i stekami, o każdej porze dnia i w dowolnej ilości?! Postanowiłam spróbować. Tak więc 1 czerwca 2005 roku – w dniu mojego pierwszego ślubu – zaczęło się moje nowe życie. W tym czasie ważyłam 114 kg przy wzroście 173 cm.

Popularne wiadomości teraz

Oliwia Bieniuk odsłoniła za dużo: 19-latka pokazała się w odważnej sukni (FOTO)

Modne fryzury dla pań po 50-tce. Z takimi włosami elegancki wygląd jest gwarantowany

7 cech kobiety, która zawsze wygląda drogo

Gdzie na wakacje: jaki odpoczynek jest idealny dla Twojego znaku zodiaku

Codziennie jadłam wieprzowinę z majonezem, smażonymi grzybami i masłem, od czasu do czasu podjadałam ogórka i nagle w niedzielę waga pokazała 7 kilogramów mniej. Nawet mąż przestał kpić z mojej diety i zaczął regularnie przynosić mi ze sklepu wędzone udka z kurczaka. W pierwszym miesiącu schudłam 14 kg, do 1 września ważyłam już o 25 kg mniej; była moja nowa sylwetka głównym tematem rozmów na studiach. Kontynuowałam dietę i pod koniec roku ważyłam już 73 kg. W ciągu sześciu miesięcy schudłam 40 kg i dość długo utrzymywałam tą wagę – zarówno w pierwszym małżeństwie, jak i po rozwodzie.

Jednak większość kobiet z nadwagą ma do czynienia z tymi samymi postawami psychologicznymi: traktowanie diety jako czegoś tymczasowego, tak jakby po osiągnięciu celu znowu można jeść tak jak poprzednio. Doskonale znałam to uczucie, zawsze walczyły we mnie dwa pragnienia: jeść smaczne jedzenie i kontrolować swoje odżywianie. W rezultacie w 2012 roku ważyłam prawie tyle samo, ile na początku mojego odchudzania. Moja waga sięgnęła 104 kg i wtedy zdałam sobie sprawę, że muszę to zmienić.

Moje heroiczne odchudzanie

Moje całkowite i ostateczne zwycięstwo nad nadwagą zaczęło się od uświadomienia sobie niezmiennej prawdy: póki w moim życiu są ciasta i pierogi, nigdy nie będzie w nim cienkiej talii. Zapewne są szczęściarze, którzy są przyzwyczajeni do jedzenia jednego kawałka ciasta, ale dla mnie osobiście jeden kawałek nigdy nie wystarczał, więc z koncepcji zdrowego odżywiania „wszystkiego po trochu” od razu zrezygnowałam, ponieważ nawyki żywieniowe trzeba zmieniać od razu. Wtedy dokonałam wyboru na rzecz niskowęglowodanowej diety, bo już wiedziałam, ze ona działa doskonale, i to jest dokładnie ta dieta, której można trzymać się przez całe życie.

Pewnego razu zostawiłam komentarz pod jakąś publikacją w sieci o liczeniu kalorii. Napisałam, że nie kalorie należy liczyć, ale węglowodany, i do mnie od razu napisało dziesiątki dziewczyn z prośbą, żebym powiedziała im, jak i po co to robić. Bez przesady był to punkt zwrotny w całej mojej dalszym odchudzaniu: aby nie kopiować wszystkim tego samego przekazu, stworzyłam grupę, w której dzieliłam się wszystkimi znanymi mi niuansami, listami dozwolonych i zabronionych produktów oraz całym swoim doświadczeniem... Zaczęłam chudnąć na oczach tysięcy ludzi, wiec nie mogłam się poddać! Co tydzień moja waga spadała i spadała, inne dziewczyny też przeszły na tę dietę i też zaczęły chudnąć. Ogromna odpowiedzialność wobec innych zachęciła mnie do działania i w ciągu kilku miesięcy schudłam około 20 kilogramów, kiedy nagle zaszłam w ciążę. Na ten moment byłam już w drugim małżeństwie, mąż zawsze wspierał mnie we wszystkim, więc przez całą ciążę też chudłam. Po raz pierwszy poszłam do lekarza z wagą 82 kg – z taką samą wagą poszłam rodzić. Nawiasem mówiąc, lekarz w poradni przedporodowej bardzo wspierał moją determinację i pozytywnie wypowiadał się o wybranej diecie. W okresie karmienia piersią również przestrzegałam ścisłej diety; w pierwsze urodziny córeczki ważyłam już 68 kg.

Przez cały ten czas grupa się powiększała: najpierw sumowaliśmy wyniki tygodniowych ważeń, ręcznie przeliczałam wyniki i za tydzień ogłaszałam zwycięzców, potem mąż stworzył dla mnie stronę internetową, cos na kształt sieci społecznościowej do odchudzania na diecie węglowodanowej – dziewczyny zaczęły wymieniać się tam swoim doświadczeniem i przepisami. Wraz z rozwojem bazy teoretycznej pozyskiwaliśmy nowe, ciekawe przepisy – na przykład mamy zupę „groszkową” z brokułów, smażony ser jako alternatywę dla chleba, czy kilkanaście przepisów na naleśniki bez mąki – opracowaliśmy też darmową aplikację na smartfona, która obecnie zawiera trzy tysiące unikalnych przepisów dietetycznych. Tak, wszystkie moje odchudzanie i osiągnięcia są ogólnodostępne i całkowicie bezpłatne, a tysiące kobiet już z nich skorzystało i uzupełniło naszą „Galerię Bohaterów”, co więcej – w 2015 roku otrzymałam patent na moją metodę odchudzania.

Unikatowy system żywieniowy

Krótko mówiąc, sens tej diety polega na tym, ze jeśli nie spożywasz węglowodanów i jednocześnie jesz tłuszcze i białka w nieograniczonych ilościach, to organizmowi łatwiej jest pozyskać energię ze swoich rezerw „na czarną godzinę”, niż przetworzyć te produkty.

Węglowodany są surowo zabronione: cukier, mąka, wszelkiego rodzaju ciastka i słodyczy, soki, owoce, ziemniaki, płatki zbożowe, fasola, orzechy itp.

Dozwolone produkty: mięso, ryby i drób wszelkiego rodzaju – smażone, pieczone, grillowane, duszone lub gotowane, a także sery, wędliny, jajka, grzyby, oleje, majonez. Dozwolone są również mocne napoje alkoholowe, wytrawne wina i napoje gazowane bez cukru. Można uzupełnić dietę niektórymi warzywami: dozwolone w ograniczonej ilości są ogórki, cukinia, kapusta, papryka, bakłażany, pomidory, niektóre produkty mleczne itp.

Zwykle ta lista przeraża fanów prawidłowego odżywiania: ograniczyć warzywa? Nie można jeść owoców?! Ale skąd organizmowi brać witaminy? Jeść smażone, słone potrawy oraz pic alkohol? Powtarzam, moja dieta nie jest przeznaczona dla osób, które potrafią przez cały dzień jeść przaśną kaszę gryczaną i sałatkę zaprawioną niskotłuszczowym jogurtem, ale dla zwykłych ludzi, które nie są przyzwyczajeni do liczenia kalorii i nie mają nic przeciwko smacznemu jedzeniu – po prostu usuwając węglowodany, mogą jednocześnie schudnąć. A jeśli ktoś jadł na obiad wieprzowinę z ziemniakami i majonezem z kieliszkiem wódeczki, teraz wystarczy zastąpić ziemniaki, na przykład kalafiorem, i chudnąć. Ponadto, na dowolnej imprezie czy wakacjach można znaleźć dozwolone sałatki lub gorące dania, bawić się ze wszystkimi, i nikt nawet nie zrozumie, że trzymacie dietę – no chyba ze wasza sylwetka zdradzi ten sekret.

Co dalej?

Minęło kilka lat, odkąd zmieniłam podejście do jedzenia, i z dumą mogę powiedzieć, że przez cały ten okres ani razu nie miałam pokusy zjeść słodyczy. Obecnie obserwuje mnie 110 tysięcy dziewczyn, i ja staram się je inspirować i powtarzać, że nigdy nie jest za późno na zmianę. Teraz ważę 63 kg przy wzroście 173 cm, lecz planuję jeszcze trochę schudnąć. Przestałam być uzależniony od jedzenia, bo po pierwsze zawsze jestem syta i zadowolona i po prostu nie myślę o jedzeniu; po drugie, zawsze mogę przygotować dietetyczny odpowiednik dania, którego nagle mi się zachciało – tak, nawet ciasto, lecz bez węglowodanów.

Mój ukochany mąż jest moim wsparciem, on nigdy się ze mnie nie śmiał i zawsze wierzył, że wszystko się ułoży; w sumie on sam schudł na moim systemie 25 kilogramów. Jest to bardzo wygodne – nie muszę osobno dla niego gotować, chociaż to tez nie byłby duży problem. Nawet moja mama zainteresowała się moim sukcesem, i również schudła, ale niestety nie potrafiła utrzymać wyniku z powodu presji nawyków żywieniowych; teraz znów próbuje schudnąć – powoli, ale jednak schudła 5 kilogramów w ciągu miesiąca. Moja córka Agnes ma teraz 3,5 i chociaż ja traktuję dietę jako podstawę jej żywienia, je owoce, płatki zbożowe i pieczywo z otrębów. Cały czas mówię jej, jak ważne jest, aby dziewczynka kontrolowała dietę i miała dobrą sylwetkę; Oczywiście o żadnych ciastach i watach cukrowych nie ma mowy.

Po raz pierwszy od wielu lat jestem naprawdę szczęśliwa – szczęśliwa, że ​​w końcu wyglądam tak, jak zawsze chciałam, że mogę nosić krótkie spodenki i bikini, że ja i mój mąż wyglądamy o kilka lat młodziej niż nasi rówieśnicy (czasami ludzie piszą pod zdjęciami, że Agnessa bardziej przypomina naszą młodszą siostrę niż córkę). Cieszę się, że nie jestem uzależniona od słodyczy, pieczywa, że spokojnie mogę przejść obok stołu z wypiekami w hotelu; że moja córka zawsze będzie ze mnie dumna, a ja zapewnię jej szczęśliwą, beztroską młodość nie w bezkształtnych kombinezonach, ale w dowolnych ubraniach, jakie zechce, bo nie będzie musiała „ukrywać swoich wad”. Nie mowie, ze to lekko, ale na pewno każdy może to zrobić, wystarczy zacząć i iść w kierunku celu, a nie tylko „wierzyć”, „starać się przestrzegać diety” i „szukać motywacji”.

Jeszcze kilka pytań, które bardzo wszystkich niepokoją

Sport: uważa się, że aby schudnąć, konieczne jest „uprawianie sportu i prawidłowe odżywianie”, ale ja nie miałam ani jednego, ani drugiego – a jednak chudnę. Zrzuciłam pierwsze 40 kilogramów, dosłownie leżąc na kanapie. Trenerzy w centrach fitness lubią mówić, że utrata wagi to „70% odżywiania i 30% treningu”, ale jest to zasadniczo błędne: utrata wagi to 100% odżywianie. W swoim życiu miałam okres, kiedy bardzo intensywnie uprawiałam sport, właśnie z nadmiaru wolnego czasu i fanatyzmu; jak tylko przestałam spędzać 4 godziny dziennie na siłowni, kilogramy wrócili, co jest logiczne. Teraz nie uprawiam sportu, ale ważę mniej niż kiedykolwiek, po prostu kontrolując dietę.

Cellulit: cellulit to po prostu nadmierne odkładanie się tkanki tłuszczowej, która gromadzi się w niektórych częściach ciała. Trzeba pozbyć się go w sposób kompleksowy – zarówno poprzez odchudzanie, jak i przez wpływ zewnętrzny: masaże, peelingi, kremy i nawilżanie. Teraz praktycznie nie mam cellulitu, bo nadwaga prawie całkowicie zniknęła.

Rozstępy: niektóre kobiety lubią narzekać, że chętnie schudną, ale wtedy ich skóra straci elastyczność. W rzeczywistości jest to jedna z form samousprawiedliwienia się niechęci do zmiany nawyków żywieniowych i diety. Tak, skóra straci elastyczność; ale po pierwsze wyzdrowieje, a po drugie znacznie lepiej jest wyglądać dobrze, chociażby w ubraniach, niż zawsze wyglądać źle z powodu nadwagi. Mam teraz 54 kg mniej i myślę, że wyglądam całkiem przyzwoicie i nie zamierzam cofać.

Redaktorzy "Koleżanki" polecają przeczytać:

  1. Tego nikt się nie spodziewał. Martyna Wojciechowska i Przemek Kossakowski nie są już razem

  2. Edyta Pazura pokazała najstarszą córkę swojego męża. Dziewczyna ma już 33 lata

  3. Gabriel Seweryn wróci do "Królowych Życia"?Zaskakujące

  4. Astrologowie wyznaczyli znak zodiaku, który jest najbardziej nieprzyjazny. Trzymaj się od niego z daleka

  5. Luksusowe życie Grzegorza Krychowiaka. Piłkarz ma dom jak marzenie